kolejny raper zginął, nipsey hussle zastrzelony przed swoim sklepem w L.A.

10 lat dzieli  "Bullets Ain't Got No Name Vol. 1" i "Victory Lap". Od pierwszego mixtape'u, do 4 miejsca na Bilboardzie, uznania dużych, mainstreamowych portali i nominacji do Grammy. Właśnie teraz, kiedy osiągnął duży sukces i mógł jeszcze bardziej uniezależnić się od "poprzedniego" życia zostaje zastrzelony przed swoim sklepem w L.A. Runda honorowa mająca kończyć pewien etap, ale też rozpocząć kolejny zakończyła się w najmniej oczekiwany sposób. Może była w tym zazdrość, chęć zdobycia respektu po zastrzeleniu "legendy", może konsekwencja gangsterskich porachunków. To kolejna tego typu historia w ostatnim czasie. Dochodzeniem zajmuje się policja.

Last time that I checked, I'm the street's voice out west
Legendary self-made progress


Ja, kiedy ostatnio sprawdzałem Nipseya (poza tym wszystkim co wymienia w piosence z YG) był jeszcze nominowany do Grammy za wyczekiwany od niemal dekady debiut "Victory Lap". O ile byłem zaskoczony aż tak wysokimi ocenami, miejscami na listach podsumowujących rok i nominacja do Grammy była dla mnie zaskoczeniem (pomijając to jaki prestiż ma teraz w środowisku nagroda, trochę taki jak nasze Fryderyki) o tyle na pewno wybrałbym tę płytę nad Cardi B, której fenomenu nie rozumiem. Kumam jakieś pojedyncze fragmenty czy nawet kawałki, które są ok, jednak zachwyt nad "Invasion of Privacy" dużych mediów branżowych ciężko mi zrozumieć. Zdecydowanie ciekawsze albumy całościowo wydali właśnie Nippsey Hussle czy Pusha T. Osobiście jedynie dorzuciłbym im ciekawszych przeciwników do nagrody, która teoretycznie ma wskazać najlepszą płytę roku w danej kategorii. O tym właśnie myślałem "ostatni raz go sprawdzając". Co ciekawe, obu moich faworytów łączył niesamowity respekt "na stricie" i spokojne dążenie w drodze po swoje, bez pójścia na skróty i próby wbicia się w przemysł jednym gorącym singlem. Podejście do rapu i kwestii marketingowych Nip miał dość oldschoolowe, chociaż nie można mówić o żadnym oderwaniu od rzeczywistości. Budował swoją pozycję od póżnych lat dwutysięcznych. W dobie natłoku muzyki, często rozdawanej przez młodych i aspirujących za darmo, byle mieć jakiekolwiek szanse, że ktoś materiału wysłucha, sprzedawał fizyczne wydanie swojego mixtape'u "Crenshaw" za 100$. Strzał w stopę? 1000 sprzedanych płyt w 24h i 40 miejsce na liście Bilboard Heatseekers (lista podsumowująca nowych artystów pojawiających się na rynku). Jeśli chodzi o inspiracje w wielu miejscach wspominał postaci takie jak Ice-T, Biggie, Ice Cube, Jeezy, E-40. Opowiadał też o tym, jak prawie bronił się przed kontaktami z Diddym. Łączyli ich wspólni znajomi, ale nie chciał być posądzony o "wybijanie się" na kolegach.

https://twitter.com/nipseyhussle


Jeśli chodzi o sam album: bardzo dobre, west coastowe brzmienie, jest trochę o życiu "na ulicy", ale bez przesadnego moralizowania, raczej historie, których sam doświadczył i chce przekazać innym, młodszym, mniej doświadczonym. Motywacja i historie w stylu np. Jeezy'ego. Złożone i zarapowane w klasycznym stylu. Współczesnym odniesieniem do tego co robi na pewno będzie YG. Płyta Nipa może wypełnić lukę po takim sobie (moim zdaniem) "Stay Dangerous", jeśli potrzebujecie trochę odpoczynku od nowoczesnych brzmień, ale macie większe wymagania niż same odtwarzanie tego co było kiedyś.

Najmocniejsze kawałki z "Victory Lap" to na pewno: Dedication z Kendrickiem, cytowane na początku Last Time That I Checc'd z YG, Rap Niggas, otwierające Victory Lap, Status Symbol 3 z innym bardzo ciekawym west coastowym raperem Buddym.

To jeśli nie słyszeliście jeszcze płyty i zastanawiacie się kim on właściwie jest. Jeśli już znacie, polecam rozmowę z NPR, w której Nipsey opowiada coś ciekawego o każdym kawałku z płyty: https://www.npr.org/sections/allsongs/2018/02/16/586361873/nipsey-hussle-tells-the-epic-stories-behind-victory-lap-track-by-track?t=1554127320602

Teraz jeszcze krótkie podbicie liczby odtworzeń na strimingach, sto tysięcy postów upamiętniających od mniej i bardziej znających go celebrytów i raperów. Część z nich pewnie zapomni o sprawie jutro. Ważne, żeby zapamiętali słuchacze i osoby tworzące te kulturę. W Stanach znowu podnoszą się głosy krytykujące tego typu akcje i ich bezsensowność. Tylko same słowa niczego nie zmienią. Ludzie, którzy potencjalnie mogą robić takie rzeczy nie sugerują się postami w social mediach. A rozgłos, który przyniesie zamordowanie sławnego rapera, z uznaniem "na ulicy" też nie pomaga.