sprawdź | mocny początek roku: don poldon, vagabundus

Poprzedni rok miał być ich, ale nie był, bo wśród gości nie było twoich idoli. Chociaż w sumie trochę był. Może (jeszcze) nie sprzedażowo, ale sporo mniej znanych osób zaczęło zataczać szersze kręgi w polskim podziemiu, co może zaprocentować w przyszłości. W zasadzie autorzy dwóch z czterech rapowych płyt na liście BeeHype Poland 2018 pokazującej najciekawsze polskie płyty, wybrane przez dość szerokie grono osób piszących o muzyce, jeszcze rok temu było całkowicie nieznanych. Mowa o krakowskim składzie Ćpaj Stajl ze świetnym mixtapem Lato w Ghettcie czy LTE Boys Global, gdzie najgłośniej było chyba o schafterze). Są też przedstawicielami dwóch biegunów polskiego podziemia. Krakowianie swoje już przeżyli i ponawijali (nawet jeśli nie zdobyli jeszcze nigdy takiego rozgłosu jak teraz), co słychać w ich kawałkach. Chłopaki z LTE są sporo młodsi. Wysoki poziom ubiegłego roku, na początku tego podtrzymuje dzisiejszy bohater, któremu (jeśli już zaczęliśmy temat pokoleniowy) bliżej do Ćpaj Stajli.

To nie żaden świeżak (i choć jest młody, to starej daty). We wprowadzaniu do Polski nowych brzmień, standardów i innego spojrzenia na rap ma niemałe zasługi. Był na dwóch numerach z legendarnego już mixtape'u Sos, ciuchy i borciuchy w bengerowym Variaciku i Locie, na którym oprócz niego (oczywiście poza Kazem i Belmondziakiem) pojawił się Sentino. Jest też w składzie testującej wszelkie postawione w polskim rapie granice HEWRY (m.in. Dojo). To wszystko mimo dość małej częstotliwość wydawanych numerów i mgliście zarysowanej postaci. Ostatnio te rapowe ruchy nieco przyśpieszył na swoim własnym kanale YT. Od wrzucenia pierwszego kawałka na kanał Poldona (nomen omen, Wagabundy) miną niedługo dwa lata. Numerów wleciało tam już kilkanaście i część z nich znalazła się na materiale, który z początkiem roku wylądował na strimingach.

Tylko tutaj pojawia się mały haczyk. Część numerów wcale nie przypomina odważnych, czasem dziwnych wygrzewek z HEWRY a nawet bengerowych, burackich, ale też trafnych i śmiechowych wersów z SCiB. Większość Vagabundusa stanowią poldonowe wariacje na temat jakkolwiek rozumianego oldschoolu. Są one przeplatane bardziej futurystycznymi, hewrowymi kawałkami (jak np. Rastaferrari). Wszystko doprawione podziemnym luzem, charyzmą i wyjebaniem na perfekcjonizm (które w tym przypadku jest tylko atutem i dodaje undergroundowego smaku). Jak nikt inny potrafi ledwie w kilku wersach oddać klimat kawałka i wywołać zamierzone emocje (też np. w Jupiterach, na ficie u Tuzzy). Najwięcej tutaj historii z przeszłości, nieco nostalgii, kontrastowego przedstawienia zmian realiów i poglądów (kiedyś-dziś). Z drugiej strony, w środku albumu seria (Rastaferrari-Grin Skrin-Tasia-Kolorki) euforycznych, lekkich, narkotycznych hitów ze świetnymi refrenami na nieoczywistych bitach. Z resztą, nawet, kiedy bit opiera się na długim samplu (Suota) wszystko tworzy przyjemny, tematyczny kawałek, w którym każdy z elementów (bit, video, nawijka) jest dopracowany i uzupełnia się z resztą.

Poldon jako wagabunda. Naciąga kaptur i ciśnie przez życie. Nawet kiedy pada i łatwiej płynąć, niż se gdzieś iść. Raz na jakiś czas odpali coś dla relaksu (byle nie na notesik). Walka z przeciwnościami losu, pamiętanie jak było, ale bez stania w miejscu. Jazzowy pecik. Naturalne wersy, które sprawiają wrażenie rzucanych fristajlowo, jak w grze w skojarzenia, jednak świetnie do siebie pasujących i wkładających w kawałki, paradoksalnie, dość sporo sensu. Na pewno każdy może znaleźć klimat dla siebie. Chociaż polecam sprawdzić całość. Charyzma i tak oryginalne podejście do niemal każdego tematu to rzadkość. Warto więc docenić.

Moje ulubione kawałki: Sezam, Rastaferrari, Sub0, Poniedziałek